Polecane Polki w medycynie Zdrowie

Twarda sztuka. Lekarka z depresją.

27 października, 2020

Chorujące na choroby psychiczne medyczki i medycy to w naszym społeczeństwie temat tabu.
Chcemy to zmienić. Choroby psychiczne to choroby, jak każde inne. W każdej sytuacji w której czujemy się niepewnie, czujemy lęk, niepokój powinnyśmy zgłosić się do specjalisty. Chodzenie do psychologa, psychiatry to nie jest wstyd. To wyrażenie wielkiej siły.

W rozmowie z M.K., lekarką ze szpitala klinicznego w dużym mieście, w trakcie specjalizacji z anestezjologii. Nasza rozmówczyni woli pozostać anonimowa.

W jakich okolicznościach zachorowałaś i na jaką chorobę? 

Zaczęłam leczyć się na zaburzenia depresyjno-lękowe po 3-tygodniowej izolacji związanej z dodatnim wynikiem testu na koronawirusa. Myślę, że ta izolacja to był tylko gwóźdź do trumny dla mojego zdrowia psychicznego. Wcześniej rozstałam się po długim, nieszczęśliwym związku, pracowałam bardzo dużo, żeby o tym zapomnieć (6-9 dyżurów w miesiącu). Wtedy przyszedł COVID, który bardzo nasilił moje lęki, obsesyjność i zachowania kontrolujące. Miewałam epizody depresyjne w swoim życiu po rozstaniach z chłopakami, po dużym urazie kończyny górnej, który sprawił, że nie byłam w pełni sprawna przez pół roku, ale nie zwracałam na to uwagi, nie leczyłam się z tego powodu. Dopiero gdy zostałam lekarzem, zdałam sobie sprawę, że to były epizody depresji. A teraz, gdy biorę leki, to wiem, że zaburzenia lękowe towarzyszą mi chyba odkąd pamiętam.

Jakie były pierwsze objawy choroby? 

Miałam dużo negatywnych, natrętnych myśli związanych z przyszłością moich bliskich: co się stanie, gdy zachorują na COVID? Czy będzie dostępny respirator? Nie mogę im pozwolić gdziekolwiek wychodzić! Zaczęłam ufać tylko sobie. Sama jeździłam na zakupy dla najbliższej rodziny. Miałam obsesyjne zachowania związane z zachowaniem czystości. Bałam się, że nieświadomie dotknę twarzy. Nie chciałam, nawet na dworze, podchodzić do kogokolwiek na bliżej niż 1,5 metra. Przebierałam się i brałam prysznic, gdy przychodziłam do domu, z pracy lub z dworu (!). Dezynfekowałam klamki, przyciski od światła, telefon, słuchawki, myłam każdą rzecz przyniesioną ze sklepu.
Na początku nie traktowałam tego jako problem, chociaż było to męczące. Bardziej podchodziłam do tego jakbym była w “survival mode”.
Zaczęłam się martwić, kiedy pojawiły się kołatania serca, uczucie braku tchu i zawroty głowy. Dopiero potem zauważyłam, że to rodzaj napadów paniki. Gdy skończyłam izolację to zaobserwowałam, że zapominam absolutnie o wszystkim, nie mogę się na niczym skupić, odpalam instagrama co 2 minuty, gdy oglądam Netflixa. Wstaje po pranie, a idę do łazienki. Zapisuję w zeszycie “idź do sklepu”, bo zapominam do niego pójść. Wtedy zgłosiłam się do znajomego rezydenta psychiatrii po pomoc. 

Jak wyglądała Twoja praca przed chorobą? Czy czujesz, że pracowałaś ponad siły? 

Miałam etat rezydencki, dodatkowo 2-3 dyżury w miesiącu w szpitalu i 4-6 dyżurów w prywatnej klinice od w godzinach od 19 do 7 rano. Po dyżurze w prywacie ponownie jechałam na 7:30 do szpitala. O 15, gdy kończyłam, ledwo dojeżdżałam do domu. Kupowałam coś do jedzenia, jadłam i szłam spać. Człowiek czuje się po jakimś czasie jak w transie. Spanie we własnym łóżku to jest luksus. Nie spotykałam się zbyt często ze znajomymi. Nie miałam czasu na sport, bolał mnie kręgosłup. Na pewno pracowałam ponad swoje siły. Mamy dodatkowe prace, bo musimy. Nie chciałam dodatkowej pracy, ale ze względów finansowych, nie mam wyjścia. Właśnie będę zmieniać mieszkanie, bo mnie nie stać na wynajmowanie tego, w którym mieszkam, odkąd zrezygnowałam z dodatkowej pracy w prywatnej klinice.

Czy przed chorobą korzystałaś z pomocy psychiatry lub psychologa? 

Właściwie to nie. Jednorazowo byłam u psychologa, chyba szukałam rozwiązania dla jakiś problemów, ale też nie byłam w stanie zidentyfikować swoich konkretnych potrzeb.


To nie jest tak, że człowiek ma nieskończone możliwości kompensacji. W końcu kielich się przelewa i można naprawdę odkryć dno w swojej duszy, którego się wcześniej nie znało. To dno jest przerażające i bolesne. Są momenty, kiedy nie widać szansy na wydostanie się z tego mroku.

Czy zgodziłabyś się na hospitalizację w szpitalu, gdyby była taka potrzeba?

Jakbym musiała to bym się położyła bo wiem, że nikt lekką ręką by mnie nie wysyłał do szpitala. Zaufałabym lekarzowi, który by mi zaproponował takie rozwiązanie i myślę, że by mi to pomogło, gdyby oczywiście zaszła taka potrzeba. 

Czy uważasz, że dla medyczki, lekarza to wstyd być w szpitalu, szczególnie psychiatrycznym?

Nie! Ja tak nie uważam! Lekarz to też człowiek, też choruje! Choroba psychiczna nigdy nie powinna być wstydem! Nie powinniśmy stygmatyzować nikogo z naszych kolegów, jeśli ich to spotka.

Czy po diagnozie Twoje życie się zmieniło? Pracujesz mniej? 

Bardzo się zmieniło. Chodzę dwa razy w tygodniu na psychoterapię, biorę leki. Rozwiązuje swoje problemy, poznaję siebie, poznaję, czego chcę od życia, a nie czego życie chce ode mnie. Pracuję mniej, ale niestety “dorabiam”. Staram się jednak to robić w mniej inwazyjne sposoby niż chodząc na dyżury nocne. Robię to tylko dlatego, że muszę, żeby się utrzymać. Spotykam się więcej ze znajomymi, właściwie to zbliżyłam się z paroma osobami, z którymi miałam bardziej powierzchowne kontakty. Nie przejmuję się tak sprawami, które są poza moją kontrolą. Zaczęłam robić rzeczy, które już dawno chciałam zrobić. 

Czy w Twoim życiu były używki? Jak radziłaś sobie z napięciem związanym z pracą ? 

Tak, paliłam papierosy długo w liceum i na początku studiów. Mocno zakrapiane imprezy też były w tym samym czasie. Narkotyków nie brałam, tylko parę razy w życiu paliłam marihuanę. Wydaję mi się, że tłumiłam długo emocje i napięcie wychodziło ze mnie w postaci zaburzeń lękowych i zachowań kontrolujących, ale to jest moja interpretacja. 

Jak radzą sobie z napięciem Twoi znajomi lekarze i lekarki? 

W sumie to nie wiem jak sobie radzą. Niektórzy rozmawiają o swoich problemach i chyba to jest najlepsze. Niektórzy palą, jak są imprezy to faktycznie niektórzy tak popiją, że trzeba ich wynosić. Pewnie też są jakieś zdrady i romanse, coś mi się obiło o uszy.

Czy uważasz, że chory lekarz/chora lekarka to trochę temat tabu? 

Oczywiście. Lekarz to maszyna. Szczególnie młody lekarz w oczach starego doktora. Jak nie pracujesz 350 godzin na miesiąc, to w ogóle nie pracujesz. Niczego się nie nauczysz. Starsi lekarze jak byli w naszym wieku to tyle pracowali! No i nic im za to nie płacili! Co drugi dzień dyżur, tylko żony im mielone do szpitala dowoziły! To dopiero powołanie! Jeśli nie pracujesz dużo, to nie będzie cię stać na życie. Gdy się pochorujesz, bo się zdekompensujesz, to myślisz: “a co inni o mnie powiedzą? Że słaba/y jestem, że się do tego nie nadaję”, lub “skąd wezmę teraz pieniądze na utrzymanie siebie i rodziny?”. To są bardzo poważne życiowe dylematy które powodują, że ludzie w naszej branży ciągną póki mogą, bo mają realne potrzeby do zaspokojenia.  Lecz może dlatego też szukamy pomocy późno, bo boimy się pokazać, że nie dajemy rady z nadmiarem obowiązków.

Czy uważasz, że ujawnienie swojego nazwiska w tym wywiadzie mogłoby Ci przeszkodzić w karierze? 

Myślę, że znacznie zmieniłoby postrzeganie mojej osoby w środowisku pracy, szczególnie wśród ludzi którym niekoniecznie ufam. Myślę, że wiele osób mogłoby pomyśleć, że ze względu na swoje problemy jestem słabsza, że nie radzę sobie z (ogromną) presją.
Bo jeśli moja choroba jakoś wpływa na moja pracę, to raczej w sposób pozytwny- jestem bardziej wrażliwa na problemy moich pacjentów, wyrozumiała i empatyczna, bo potrafię się odnieść do trudnej sytuacji, przez jaką przechodzą. Mimo tego nie zdecydowałabym się na ujawnienie w pracy, w tym swojemu szefowi z jakimi problemami aktualnie się mierzę.

Co chciałabyś przekazać kobietom-medyczkom odnośnie zdrowia psychicznego ?

To nie jest tak, że człowiek ma nieskończone możliwości kompensacji. W końcu kielich się przelewa i można naprawdę odkryć dno w swojej duszy, którego się wcześniej nie znało. To dno jest przerażające i bolesne. Są momenty, kiedy nie widać szansy na wydostanie się z tego mroku.
Trzeba jeść, spać, trzeba spotykać ludzi, mieć swoje hobby, wsparcie psychiczne, i nie przeginać z pracą. Praca nie jest życiem i nie można jej tak traktować, bo wypali nam to i życie i pracę. 

Rozmawiała: Małgorzata Osmola
Edycja tekstu: Agata Malenda

Możesz także polubić...

2 komentarze

  • Reply
    Marcelina
    28 października, 2020 w 9:53 am

    Bardzo się cieszę, że poruszyliście ten temat na blogu.

    • Polki w Medycynie
      28 października, 2020 w 9:59 am

      Myślimy, że mówienie o chorobach psychicznych, szczególnie wśród personelu medycznego, musi przestać być tematem tabu. Mamy nadzieję, że ta historia pomoże Dziewczynom podjąć decyzję o podjęciu terapii.

Dodaj komentarz