Agata Markiewicz dla Polki w medycynie
Bohaterki Polecane Rozwój kliniczny

A nie chciałaś zostać lekarką? Meandry kariery pielęgniarki.

9 czerwca, 2020

A nie chciałaś zostać lekarką? Meandry kariery pielęgniarki.

O relacjach w zespole medycznym, prestiżu zawodu pielęgniarki, trudnych chwilach w pracy i odnalezieniu swojego szczęścia opowiada mgr Agata Markiewicz

Jak układa Ci się praca w zespole lekarsko-pielęgniarskim?

Dla niektórych to może być szok, ale lekarze i pielęgniarki są ludźmi i nasza sympatia lub niechęć najczęściej wynika z różnicy charakterów a nie wykonywanego zawodu. Znam lekarzy, którzy są po prostu fajnymi ludźmi, jesteśmy po imieniu i współpraca idzie super. Są też tacy, którzy nie chcą nas – pielęgniarek poznać i powody są różne. Naprzeciw nich stoją pielęgniarki, które z góry skreślają wszystkich doktorów i uparcie utrudniają im życie. A w moim prywatnym telefonie znajdziesz tyle samo numerów do pielęgniarek co do lekarzy. 

Czy pacjenci odnoszą się do Ciebie, jako pielęgniarki, z szacunkiem?

Ja powinnam coś wyjaśnić. Szczęśliwy czy nie, układ moich genów sprawia, że wyglądam na nie więcej niż 20 lat. W związku z tym, na szacunek muszę pracować 2 razy ciężej, bo wszyscy którzy widzą mnie pierwszy raz zakładają, że jestem najwyżej studentką. Kiedy druga strona poświęci energię, żeby mnie poznać i cały ten proces dobiega końca, najczęściej szanujemy się już wzajemnie ☺ 

Czy czujesz, że pielęgniarstwo to prestiżowy zawód?

Nie czuję, żeby to był prestiżowy zawód. Może na stanowiskach kierowniczych, ale tego nie doświadczyłam. Widać to po ilości chętnych na studia pielęgniarskie, które są przecież bardzo wymagające i czasochłonne. Nie miewałam wolnych weekendów, imprezy w tygodniu to była jakaś miejska legenda, a ilość praktyk rozwiązywała problem z wyborem wakacyjnych wyjazdów. Nic, tylko się zapisać! Niemniej, są takie oddziały jak Intensywna Terapia, SOR czy ZRM, które brzmią dumnie. 

Dlaczego wybrałaś pielęgniarstwo? Czy chciałaś kiedyś być lekarką?

To jest takie pytanie, które każda ogarnięta pielęgniarka słyszy dużo częściej niż by chciała. Bo chyba się nie zdarza, żeby ogarniętą lekarkę pytać: „A nie myślałaś żeby iść na pielęgniarstwo?”. I to są pytania, które znowu nas dzielą na lepszą nację lekarską i gorszą pielęgniarską. Rozważałam pielęgniarstwo i położnictwo. Zdecydowały argumenty ekonomiczne – pielęgniarka może podjąć pracę praktycznie na każdym oddziale, natomiast położna ma pod tym względem ograniczone możliwości. Podchodząc do matury, będąc w ciężkiej sytuacji prywatnej, wiedziałam że jeżeli mam iść na studia, to takie po których szybko i na pewno będę mieć stabilne zatrudnienie. Nigdy nie bałam się krwi, jako dziecko lubiłam nawet opatrywać wszelkie skaleczenia najbliższym, lubiłam się uczyć i fascynował mnie człowiek. Pielęgniarstwo spełniło wszystkie moje wymagania. 

Czy uważasz, że istnieje napięcie na linii lekarz-pielęgniarka?

Uważam że napięcia są. Nie zawsze, nie między wszystkimi, ale zdecydowanie można je wyczuć. I być może nie wynika to z samych zawodów lekarza czy pielęgniarki, a bardziej z samego bycia człowiekiem. Lubimy wartościować, dzielić, kategoryzować. Ale na koniec dnia liczy się efekt – pacjent żyje, czy nie? Jego stan zdrowia jest lepszy czy gorszy? Z czego to wynika? Czy można było zrobić to lepiej? Czy mój osobisty stosunek do lekarza miał wpływ na moje decyzje? Jeżeli tak szczerze odpowiedzielibyśmy sobie każdego dnia na te pytania, być może łatwiej byłoby nam współpracować.

Czy uczono Cię że nie wolno lubić lekarzy?

Nikt nie mówił tego dosłownie. Słyszeliśmy, że mamy się szanować, nie dawać sobą pomiatać, znać swoją wartość, co jest w porządku, ale zawsze w domyśle dotyczyło to lekarzy, sugerowało że to właśnie ta grupa tylko czeka za rogiem żeby na nas krzyczeć, wykorzystywać i nie doceniać. Radzono nam też, żeby nie wiązać się ani nie romansować z lekarzami, bo taki doktor nie będzie nam podpisywał zleceń, nam nie będzie wypadało odmówić podania leku „na słowo” i w razie komplikacji pójdziemy do więzienia. Serio. 

Zaczynałaś od pracy na dużym oddziale kardiologii. Czy podobała Ci się praca w takim charakterze?

I tak i nie. Zawsze będę się identyfikować z tym kardiologicznym środowiskiem, bo to był mój początek, tam uczestniczyłam w pierwszej reanimacji, nauczyłam się pracy pod presją, ale też zrobiłam pierwszą toaletę pośmiertną, pierwszy raz widziałam łzy rozpaczy bliskich moich zmarłych pacjentów i jakkolwiek to nie zabrzmi, zwątpiłam w medycynę. Przestałam wierzyć, że my, medycy, cokolwiek możemy zrobić. Ludzie umierają mi na rękach, a ci, których udało się postawić na nogi, wracają bez końca z tymi samymi i jeszcze nowszymi problemami, nie stosując się do zaleceń, nie biorąc leków albo, co najgorsze, wracają bo my nie znamy sposobu na wyeliminowanie choroby. Tak jak chyba każdy, kto pracuje w tej branży, miałam swoje momenty triumfu i załamania. Byłam dumna jak mogłam powiedzieć „Jestem pielęgniarką, pracuję na kardio” albo „Co u mnie? Hmm… uratowałam dzisiaj życie”. Niestety nie zawsze się udaje. Dobrze pamiętam swój najmłodszy zgon. Kobieta lat 34, zakrzepica płucna jako powikłanie unieruchomienia po złamaniu bez profilaktyki przeciwzakrzepowej. Moja twarz była ostatnim co zobaczyła, a moje „Będzie dobrze, proszę powoli oddychać” największym kłamstwem jakie wypowiedziałam w życiu. Nie udało nam się. Są takie momenty, które zmieniają coś w człowieku. To był mój moment. Wracam do tego myślami, kiedy mam ochotę narzekać na cały świat. Tak czy inaczej, w pewnym momencie odeszłam i myślę, że słusznie. 

Wśród pielęgniarek pokutuje jakaś idiotyczna tradycja, że w pierwszej pracy powinno się dostać wycisk, że powinno być bardzo ciężko, że pacjenci muszą być jak najbardziej chorzy, że to zaprawia i pozwala się rozwijać. To jest straszne i niebezpieczne. Czy chciałabyś, żeby Twoimi bliskimi na skraju życia i śmierci zajmowała się pielęgniarka z doświadczeniem, czy bez niego? No właśnie.

Co skłoniło Cię do zmiany pracy?

Myślę, że na moją rezygnację z tego oddziału złożyło się wiele elementów. Teraz, z perspektywy czasu, mając też te parę lat doświadczenia wiem, że ten oddział to nie była nawet głęboka woda, to był bezdenny ocean a ja na samym jego dnie. Zobacz, ja miałam za sobą tylko 3 lata studiów, żadnego prawdziwego doświadczenia, bo nie można porównywać praktyk do czynnej pracy, a mnie nikt tam nawet porządnie nie wprowadził, bo nie było na to czasu. Miałam bardzo fajną oddziałową, która ubłagała dla mnie o 2 krótkie dyżury wprowadzające (7h35’), w czasie których byłam dodatkową pielęgniarką. Poza mną, na oddziale były 2 pielęgniarki na pełne 12h i około 50-60 pacjentów oraz 4 pielęgniarki na 2 salach intensywnego nadzoru, a tam 16-18 chorych pod respiratorami. I po tych nieszczęsnych 15h oczekiwano, że będę pracować równo ze wszystkimi. Po pierwszym pełnym dniu byłam przerażona, ale dziewczyny mi pomagały, podpowiadały i mimo że byłam niebotycznie zmęczona, czułam satysfakcję. Później okazało się, że nie wszyscy są wyrozumiali i pomocni, że koleżanka potrafi siedzieć z założonymi rękami, kiedy ja nie nadążam z kolejnymi zleceniami na cito, badaniami, telefonami. Pamiętam, że z jednego dyżuru wyszłam z płaczem, bo pierwszy i ostatni raz się nie wyrobiłam. Po prostu nie dałam rady. Nie jadłam, nie sikałam, nie piłam, a po 12h byłam w lesie. Byłam wściekła na siebie, ale też na pielęgniarkę, z którą wtedy pracowałam, bo kiedy prosiłam ją o pomoc usłyszałam „Ja mam swoich ogarniętych, lepiej się uwijaj”. W tamtym momencie zwątpiłam, czy ja w ogóle się nadaję do szpitala, ale nie miałam wielkich perspektyw w innym zawodzie. Dałam sobie szansę, zrezygnowałam z kardio i tak znalazłam się na chirurgii, na której spędziłam kolejne 3 lata.

Masz przecudowną, zawsze uśmiechniętą córeczkę. Czy macierzyństwo zmieniło Twój stosunek do pracy?

Mój stosunek do pracy zmienił się na rzecz macierzyństwa. Kiedy robiłam magisterkę i pracowałam na pełen etat, w domu będąc raczej gościem niż stałym bywalcem, poznałam mojego obecnego męża i zaszłam w ciążę. Niestety ją straciłam. Było to dla mnie bardzo trudne przeżycie, ale się nie poddaliśmy. Druga ciąża i ta sama historia. To już nie wydawało się normalne. Lekarze. Badania. Konsultacje. „Jak nie zwolnisz tempa, to żadnej ciąży nie donosisz. Musisz sobie przemyśleć, co jest dla Ciebie ważniejsze”. Okazało się, że chcę być mamą, więc zrezygnowałam z pracy na oddziale na rzeczy jednozmianowej pracy w krwiodawstwie. I cóż, jestem mamą 🙂 Okazało się, że można być dobrą pielęgniarką i nie mieszkać na kozetce w zabiegowym.

Drugą zmianą, jaką spowodowała moja córka, było uświadomienie mi, że chcę pracować na pediatrii. Jest to o tyle ciekawe, że w toku studiów to właśnie tych praktyk najbardziej się bałam i nie wyobrażałam sobie ukłucia dziecka. W tym momencie pobieram krew wcześniakom, noworodkom, i wszystkim innym dzieciakom, a okazjonalnie je szczepię. Myślę, że nie wpadłabym na to bez tej małej dziewczynki.

Czy bałaś się wracać w czasie epidemii do pracy? 

Tak, ale bardziej bałam się tego, że moje dziecko będzie gorzej traktowane w żłobku ze względu na mój zawód, niż samego powrotu do szpitala. Wróciłam już w troszkę lepszym czasie, mamy więcej środków ochrony, procedury, a przez to stres oraz napięcie między nami są mniejsze.

Od autorki:
Póki co, jako młoda lekarka, spotkałam więcej przypadków serdecznej współpracy z pielęgniarkami niż zawiści, ale i to się zdarzało. Widzę niechęć pielęgniarek do młodych lekarzy i nienawiść do starszych, ale widzę też niczym nieuzasadnioną wyższość lekarzy nad resztą personelu. Nie można lubić wszystkich, ale w zgranym i współpracującym zespole pracuje się lepiej i skuteczniej, a co za tym idzie, można uratować więcej pacjentów. Czy nie powinniśmy pomysleć, jak współpracować efektywniej?

Autorka: lek. Magdalena Zdziebko

polki w medycynie
Polki w medycynie

Możesz także polubić...

Brak komentarzy

    Dodaj komentarz