studentki -polki w medycyinie
Bohaterki Polki w medycynie Rozwój kliniczny

Głos studentek medycyny

1 lipca, 2020

W społeczeństwie utarł się obraz ładnej pani doktor za biurkiem a pacjenci nadal z niepewnością patrzą na kobietę w scrubsach i ze skalpelem w dłoni. Co o tym myślą studentki medycyny, czy system studiów medycznych pomaga im w rozwoju kariery?

Studentki kierunku lekarskiego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym: Dominika Chojecka, Klara Kowalczyk, Marta Kiziak i Dominika Miszewska opowiadają o studiach medycznych i swoich inspiracjach- kobietach lekarkach.

Czy studenci medycyny są traktowani tak samo jak studentki? 

Klara Kowalczyk (V rok medycyny): To jest trudne do uchwycenia, bo na papierze mamy równouprawnienie. Na egzaminach pisemnych wszyscy jesteśmy oceniani tak samo. Ale już na ustnych… Mam wrażenie, że dziewczyny na studiach są niedoceniane. Z moich obserwacji wynika, że jako studentki zwykle są bardziej kompetentne, zdyscyplinowane i lepiej zorganizowane niż chłopcy. Są bardziej aktywne i bardziej przykładają się do powierzanych zadań. Ale problem tkwi gdzieś w świadomości społeczeństwa. 

Gdy chłopak ma swoje zdanie i głośno o nim mówi, nawet jeśli jest kontrowersyjne, to uważa się jego postawę za zaletę. Gdy się z czymś otwarcie nie zgadza, mówi się, że jest asertywny i zdecydowany. Nie daje sobie wejść na głowę. A kiedy to dziewczyna się postawi, staje się arogancka, źle wychowana i impertynencka. 

Inną kwestią, o której mało się mówi jest to, że często lekarze wypowiadają się w towarzystwie studentek protekcjonalnie lub kpiąco o kobietach-pacjentkach i kobietach-matkach. Mam tu na myśli dobrze wszystkim znany motyw „Przewrażliwionej Mamusi”, która spędza z dzieckiem za dużo czasu i jej odwrotność czyli motyw „Wyrodnej Mamusi Karierowiczki”, która w ogóle się nie przykłada do rodzicielstwa. A ja pytam – gdzie jest tatuś? „Przewrażliwiony Tatuś” i  „Wyrodny Tatuś Karierowicz”? Jakoś o nich nie słyszałam. Jak kobieta nie karmi swojego dziecka piersią albo jest wegetarianką, to zaraz oskarża się ją o  fanaberie”, a w ekstremalnych przypadkach, o to, że w głowie jej się poprzewracało i że szkodzi dziecku. A przecież studentki, które tego słuchają też chodzą do lekarzy, też mogą unikać mięsa i chcą mieć dzieci oraz karierę. Co mają sobie pomyśleć?

Kiedy zauważyłaś, że mężczyźni i kobiety nie są równo traktowani?

Dominika Miszewska (V rok medycyny): Dopiero na studiach. W liceum uczyłam się w klasie z rozszerzoną matematyką i fizyką i nie zdarzyło mi się, żeby ktoś powiedział, że to kierunek dla chłopców. Gdy poszłam na studia medyczne, to okazało się, że istnieje podział na specjalizacje ‘dla kobiet’ i ‘dla mężczyzn’. Jeśli chodzi o egzaminy czy zaliczenia, zarówno ustne jak i pisemne, miałam to szczęście, że nie doświadczyłam jawnej niesprawiedliwości wobec studentek. Natomiast już na na zajęciach czy też  praktykach wakacyjnych nie obyło się bez  uszczypliwych uwag. Zazwyczaj dotyczyły one wyboru specjalizacji zabiegowej, ale zdarzyło mi się również usłyszeć komentarze odnośnie ogólnego sensu pracy kobiet jako lekarek.

Kto jest dla Ciebie kobietą – autorytetem w dziedzinie medycyny? Dlaczego?

Klara Kowalczyk: Profesor Hanna Szajewska. To pediatra o ogromnym doświadczeniu i dorobku naukowym stojąca na czele II Katedry Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. To właśnie z nią miałam pierwsze zajęcia z propedeutyki pediatrii na trzecim roku i tak naprawdę wtedy pierwszy raz zobaczyłam kobietę w roli kierownika kliniki. Zrobiła na mnie duże wrażenie nie tylko swoim konkretnym podejściem do nauki pediatrii, ale też szacunkiem, z jakim odnosiła się do nas, studentów. Wchodziła z nami w dialog, tak jakbyśmy byli równymi partnerami w rozmowie, niepostrzeżenie przemycając wiedzę między wierszami naszych wypowiedzi. Bardzo dobrze pamiętam to seminarium, choć minęły już prawie dwa lata. 

Marta Kiziak (VI rok medycyny): Dla mnie kobieta – autorytet w dziedzinie medycyny to mądra, pewna siebie, odważna i wrażliwa osoba. Dotychczas podczas swojej krótkiej przygody z medycyną spotkałam wiele takich kobiet- lekarek. Niejednokrotnie razem ze swoimi koleżankami podczas zajęć mówiłyśmy o którejś z nich “chciałabym być w przyszłości taka jak ona”. Liczę na to, że siebie nie zawiodę. 

Dominika Miszewska: Staram się nie wzorować wyłącznie na jednej osobie. Miałam przyjemność pracować pod okiem wielu doskonałych oraz tych mniej doskonałych lekarek i lekarzy. Niezależnie od ich płci, zawsze szukałam ich mocnych stron. Można więc powiedzieć, że autorytet medyczny i model lekarki do jakiego dążę, to tak naprawdę zbieranina cech pozytywnych przy wykluczeniu tego, co absolutnie mi nie odpowiadało w niektórych postawach. Mam nadzieję, że przyniesie to dobre efekty.

Nierówne traktowanie przez rówieśników czy wykładowców to nie jedyny problem, z którym stykają się młode lekarki i studentki. “Pomyśl o okulistyce lub dermatologii, to dobre dla kobiet” słyszą niejednokrotnie pytane o wybór specjalizacji. W społeczeństwie utarł się obraz ładnej pani doktor za biurkiem, pacjenci nadal z niepewnością patrzą na kobietę w scrubsach i ze skalpelem w dłoni.

O jakiej specjalizacji myślisz? 

Dominika Miszewska: Od paru lat bardzo interesuję się okulistyką, bardzo poważnie rozważam tę specjalizację. 

Usłyszałaś kiedyś, że okulistyka jest dobra dla kobiet?

Dominika Miszewska: Pierwsze praktyki w klinice okulistycznej odbywałam na trzecim roku studiów, gdy byłam na rok na wymianie Erasmus+ w Hiszpanii. Wtedy nie spotkałam się z opinią, że to specjalizacja typowo dla kobiet. W klinice działało wielu specjalistów , zarówno kobiet jak i mężczyzn, a każde z nich miało swoją część okulistyki, na której znało się najlepiej. Dopiero po powrocie do Polski usłyszałam, że to dobra specjalizacja dla kobiet i bardzo mnie to zaskoczyło. Nie kierowałam się takimi stereotypami i jestem przekonana, że każdy powinien wybrać specjalizację, jaka najbardziej mu odpowiada, oczywiście biorąc pod uwagę wszystkie plusy i minusy z nią związane. Nie zapominając też o zainteresowaniach. Z pewnością, gdyby kości interesowały mnie bardziej niż oczy, brałabym pod uwagę ortopedię. Niestety jestem świadoma tego, że takie podziały na specjalizacje męskie i kobiece mogą bardzo kształtować przyszłe wybory wielu studentek.

Kierunek lekarski dla niektórych jest naturalną drogą, o której marzyli od dziecka. Inni do celu jakim jest zostanie lekarzem podążali krętymi ścieżkami, a kolejni zwyczajnie nie potrafili się od razu na taką opcję zdecydować. Studiowali różne, często niezwiązane z medycyną kierunki, zakładali rodziny i zwiedzali świat. Doświadczenia, które zdobyli, często okazały się bezcenne i pozwoliły spojrzeć z dystansem na specyficzny, hermetycznie zamknięty świat ochrony zdrowia. Dominika Chojecka studiowała finanse i rachunkowość, potem zdecydowała się łączyć go z kierunkiem lekarskim, co przecież nie może być proste!

Co dały Ci studia ekonomiczne? Czy studiowanie na innej uczelni różni się od studiowania na kierunku medycznym?

Dominika Chojecka (V rok medycyny): Studiowanie na kierunku lekarskim i na innej uczelni, szczególnie ekonomicznej czy humanistycznej, to moim zdaniem dwa różne światy.

Na innych uczelniach szybciej się dorasta. Jako student ma się dużo więcej swobody i realnego wyboru, na co chce się poświęcać swój czas. Szybciej też zdobywa się nowe doświadczenia niezwiązane bezpośrednio z nauką, no i myśli się o pracy, w przypadku SGH nawet od razu w zawodzie. Takie warunki sprzyjają rozwijaniu decyzyjności, poczucia sprawczości i kontroli nad swoim życiem czy kompetencji miękkich, z komunikacją na czele. Odnoszę wrażenie, że na medycynie ludzie dłużej pozostają w „mentalnej szkole”. Mnóstwo godzin zajęć, jeszcze więcej materiału do przerobienia, ciągłe widmo zaliczeń – szczególnie na pierwszych latach łatwo jest pozostać przytłoczonym przez górę obowiązków i przydługie zajęcia, na których rozkład mamy zerowy wpływ. Na lekarskim większość kwestii jest ustalana odgórnie, a my możemy się jedynie do nich dostosować. Oczywiście rozumiem, że trudno byłoby to inaczej zorganizować. Chcę tylko podkreślić, że utrzymuje to pewien klimat uległości, a nawet obojętności, w którym to inni podejmują decyzje za nas. Wszyscy znamy to do pewnego stopnia z czasów szkolnych – na  medycynie to poczucie zostaje z nami na dłużej.

W tym kontekście jestem bardzo zadowolona z tego, że nie zaczęłam studiować medycyny od razu po liceum. Studia na SGHu były dla mnie bardzo rozwijającym doświadczeniem. Trafiłam w miejsce, gdzie sama musiałam podjąć decyzję, jakich wykładowców wybrać, w jakim tempie realizować przedmioty z całego toku studiów. Od razu wpadłam w wir studenckiej organizacji zajmującej się tworzeniem różnych wydarzeń na uczelni. Już pod koniec pierwszego roku studiów wiedziałam, że to jednak z medycyną chcę wiązać swoją przyszłość, ale mimo to nie żałuję tych pierwszych lat studiów. Zakończyłam wtedy na dobre szkolny tryb życia i otworzyłam nowy rozdział, w którym miałam realny wpływ na swoją rzeczywistość. Myślę, że gdybym zaczęła od studiowania medycyny, to poczucie przyszłoby do mnie sporo później.

Podróżowałaś samotnie w odległe miejsca. Co dały Ci te doświadczenia?

Marta Kiziak: Po 4 roku studiów wyjechałam sama na miesiąc na Tajwan. Pracowałam tam w laboratorium. Było to dla mnie duże wyzwanie, zderzyłam się z zupełnie inną „kulturą pracy”. Nie obyło się również bez „małych kryzysów” w postaci chociażby zgubienia paszportu. Na szczęście mogłam liczyć na wsparcie lokalnych studentów, którzy czynnie zaangażowali się w poszukiwania. Jednakże , gdy wracałam do Polski czułam, że jest mało rzeczy które mnie złamią. Trochę inaczej było po powrocie z miesięcznej podróży w Jordanii, gdzie też pracowałam w szpitalnym laboratorium. Podczas tego pobytu ja i inne koleżanki nie mogłyśmy uczestniczyć w aktywnościach sportowych razem z naszymi kolegami, w złym tonie było też siadanie w autobusie obok mężczyzny, nawet jeśli było to ostatnie wolne miejsce siedzące. Wtedy bardzo doceniłam niezależność i kulturę daleką od stygmatyzacji kobiet. Po tym powrocie również zrozumiałam, jak ważne jest by tego chronić.

Klara Kowalczyk jest znana szerszemu gronu rówieśników jako Doctor Avocado Prowadzi bloga medycznego oraz konta na instagramie.

Na blogu i w mediach społecznościowych piszesz o codzienności studenckiej i studenckich problemach. Dajesz wsparcie młodszym koleżankom i kolegom. Czy Ty wcześniej otrzymałaś taką pomocną dłoń?

Klara Kowalczyk: Nigdy go nie szukałam. I bardzo żałuję! Nie  mam medycznego zaplecza w rodzinie, a o istnieniu nurtu studygramów w Internecie dowiedziałam się dopiero w połowie studiów. Szkoda, że tak późno na nie trafiłam, bo taki „przewodnik” po studiach medycznych, byłby na wagę złota, szczególnie na początku. I nie chodzi tylko o to, jakie książki kupić. Prawdziwym wyzwaniem są uczucia towarzyszące młodym studentom na co dzień – stres, wyczerpanie, tęsknota za domem. 

Czy usłyszałaś na studiach coś co zniechęcało Cię do kontynuowania nauki?

Klara Kowalczyk: Niestety, dialog demotywujący jest u nas na studiach na porządku dziennym. Dominują przestrogi, że zmarnujemy sobie życie, bo bycie lekarzem to najgorsza ścieżka kariery. Że umrzemy 20 lat wcześniej niż nasi pracujący w korporacjach znajomi. Że czyha na nas prokurator, że pacjenci będą nas ciągać po sądach. Że zapomnimy, czym jest spokojny sen i życie prywatne. Że trzeba wyjechać na Zachód jak najwcześniej. Że nie będziemy mieli pieniędzy na utrzymanie rodziny, jeśli nie weźmiemy trzech etatów i tak dalej. A oprócz tego stale słyszymy, że w dzisiejszych czasach studenci już w ogóle się nie przykładają, że nie mają żadnej inicjatywy, że nic nie umieją i nic od siebie nie dają. I że jak cała dzisiejsza młodzież nie nadajemy się do niczego, a już na pewno nie do pracy w szpitalu. Takie wypowiedzi są naprawdę krzywdzące.

Uczelnie medyczne umożliwiają nie tylko kształcenie się w wybranym kierunku, ale także umożliwiają zdobycie nowych umiejętności i doświadczeń poprzez zaangażowanie się w organizacje studenckie. Wybór mamy spory, od międzynarodowych zrzeszeń i fundacji, przez samorząd uczelni po towarzystwa naukowe. Pozwalają zdobyć umiejętności przywódcze, uczą współpracy, umożliwiają bliskie i dalekie wyjazdy oraz poznanie innych ludzi o podobnych zainteresowaniach. 

Jesteś prezeską STN, to brzmi dumnie. Dlaczego zdecydowałaś się zaangażować w pracę w takiej organizacji? Czy w Waszych strukturach zauważa się przewagę przedstawicieli którejś płci? Jak myślisz z czego to wynika?

Marta Kiziak: Dziękuję, to miłe. Studenckie Towarzystwo Naukowe WUM to organizacja, która wspiera i promuje szeroko rozumianą naukę w środowisku studenckim WUM. To jednak nie wszystko, oprócz tego jest miejscem gdzie poznałam wiele ambitnych osób realizujących granty naukowe, wyjeżdżających na kongresy naukowe na drugi koniec świata, czy działających lokalnie i zakładających koła naukowe, w których mogą się rozwijać inni studenci. Dzięki STN WUM studia dla mnie to nie tylko nauka z książek, ale coś więcej. Aktualnie Zarząd STN składa się z 14 kobiet i 6 mężczyzn. Zauważyliśmy też, że więcej kobiet jest zainteresowanych dołączeniem do naszej organizacji na przestrzeni kilku poprzednich kadencji. Myślę, że może wynikać to z feminizacji kierunku lekarskiego. 

Jakich cech lub umiejętności brakuje studentkom medycyny?

Dominika Miszewska: Myślę, że brakuje im tych samych umiejętności, co i studentom medycyny – praktycznej wiedzy odnośnie leczenia. Tak zupełnie serio mówiąc, jestem z nas, dziewczyn, dumna. Od początku studiów podziwiam to, że potrafimy walczyć o swoje i porozmawiać o naszych problemach jak dorośli. I mimo że w tę dorosłość wchodzimy z kilkuletnim opóźnieniem w stosunku do naszych rówieśników, to nic straconego. Studia z pewnością nauczyły nas wytrwałości i posiadania własnego zdania. Trzymam kciuki za nas wszystkie, żebyśmy nigdy nie musiały nikomu udowadniać, że płeć nie świadczy o naszej inteligencji  i nie definiuje naszych zachowań czy zainteresowań.

Czym są wewnętrzne ograniczenia kobiet? Co oznacza „syndrom oszusta”?

Dominika Chojecka: Na temat wewnętrznych ograniczeń kobiet i syndromu oszusta trafiłam już kilka lat temu, czytając książkę Sheryl Sandberg, prezeski Facebook’a, „Lean in Włącz się do gry”. Uważam, że żyjemy dziś w świecie wielkich możliwości i kobiety mogą z nich czerpać pełnymi garściami, a jednak okazuje się, że nie zawsze to robią i nie jest to spowodowane jedynie ściśle formalnymi ograniczeniami. Szklany sufit istnieje czasem również w naszej własnej głowie. Chociażby w formie syndromu oszusta, czyli tendencji do przypisywania swoich sukcesów zewnętrznym okolicznościom, a nie własnym umiejętnościom i talentowi. Pewnie wiele Czytelniczek kojarzy to poczucie, że „oszukuje się” innych ludzi, że nie zasługuje się na ich uznanie i że pewnego dnia zostanie się „zdemaskowanym” ze swoim brakiem kompetencji. Taki tok myślenia widzę często u samej siebie i swoich koleżanek. Nic dziwnego, bo syndrom oszusta występuje częściej u kobiet.

Wiele kobiet od dzieciństwa było nagradzanych za bycie grzeczną, skromną, uległą i skoncentrowaną bardziej na potrzebach innych niż swoich. Zupełnie odwrotnie natomiast dopingowano ich męskich rówieśników – bądź silny, walcz o swoje, nie poddawaj się. Na takim podejściu tracą wszyscy – i chłopcy, i dziewczynki. Pomimo zachodzących zmian w naszym postrzeganiu ról płciowych i wychowania, nie jesteśmy ciągle wolni od pewnych stereotypów w myśleniu i oczekiwaniach. W eksperymentach psychologicznych udowodniono, że te same cechy wyrażające siłę, zdecydowanie i skupienie na realizacji celu są inaczej postrzegane u kobiet i mężczyzn. Okazuje się, że taka „silna” kobieta może być oceniana jako osoba wprawdzie kompetentna, ale niesympatyczna, co nie ma oczywiście miejsca w przypadku mężczyzny, który postrzegany jest bardzo pozytywnie. Ta społeczna cena, akceptacji i sympatii, którą mogą płacić kobiety manifestujące cechy stereotypowo męskie, stopniowo zniechęca wiele kobiet do realizacji własnych ambicji.

Dodatkowym ważnym problemem jest kwestia pogodzenia życia zawodowego i rodzinnego. Czy mężczyznę podejmującego wymagającą pracę pyta się o to, czy na pewno uda mu się połączyć rolę ojca i wysoko postawionego specjalisty? Raczej nie, natomiast wiele kobiet, już na wiele lat zanim zacznie tworzyć własną rodzinę, zaczyna planować ustępstwa, na jakie będzie trzeba pójść, żeby wychować dzieci. Bez odpowiedniego wsparcia i zaangażowania partnera, kobieta już wcześniej może zacząć podejmować małe decyzje – rezygnacje z nadarzających się, nowych możliwości – które wyhamowują jej rozwój zawodowy i ostatecznie utrudniają lub uniemożliwiają powrót na pierwotny, dynamiczny tor.

Wierzę, że jesteśmy w stanie pokonać nasze własne psychologiczne ograniczenia, wdrukowane stereotypy i niekorzystne schematy myślenia. Gdzie można to lepiej zrobić, jeśli nie poprzez spotkanie z innymi kobietami, poprzez rozmowę o wyzwaniach, których doświadczamy? Gdzie szukać inspiracji do wytrwałej pracy i gdzie uczyć się, jak mówić głośno i odważnie o swoich sukcesach, jeśli nie w gronie wybitnych specjalistek, lekarek, badaczek, przedsiębiorczyń? Dlatego właśnie inicjatywa stworzona przez Gosię wraz z dziewczynami [Polki w medycynie przyp. red.] jest tak cenna – jest przestrzenią, w której kobiety mogą udzielać sobie wsparcia i inspiracji, uczyć się otwarcie świętować swoje sukcesy i dopingować w jak najlepszym realizowaniu swoich możliwości. Przede wszystkim też spotkanie w takim szerokim gronie pokazuje jeden fundamentalny fakt –  faktycznie istnieje wiele dróg i na każdej z nich możemy być szczęśliwymi, wspaniałymi kobietami w medycynie.

Spisując wywiad zwróciłam uwagę na to, że autokorekta edytora tekstu podkreśla niektóre słowa np. “studentkom” “studentkach”, “diagnostyczki”, “specjalistek”, “zabiegowczynie”, słowa kończące się na “-łyśmy”. Ten sam edytor akceptuje męskie odpowiedniki tych samych słów jak gdyby tylko one były odpowiednie. Czy jest to tylko problem językowy dla profesora Bralczyka, czy powoli nasiąkamy stereotypami, uczymy się im ulegać i zapominamy o tej ogromnej sile jaka leży we wspierających się wzajemnie kobietach? Inicjatywa Polek w medycynie ma szansę pokazać nam wszystkim, jak wiele możemy się od siebie nauczyć i jak dużo możliwości jest przed nami. 

Autorka: lek. Magdalena Zdziebko

Obraz Pham Trung Kien z Pixabay 

polki w medycynie
Polki w medycynie

Możesz także polubić...

Brak komentarzy

    Dodaj komentarz